Coraz większe kłopoty Nowackiej. Nauczyciele mówią o "absurdzie"
Związek Nauczycielstwa Polskiego nie zostawia na tej propozycji suchej nitki. – To byłoby głęboko niesprawiedliwe – przekonują związkowcy.
ZNP: Nie zaakceptujemy takiej propozycji
15 czerwca podczas posiedzenia Rady Dialogu Społecznego rząd ma przedstawić propozycję wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej. Według informacji, na które powołuje się ZNP, podwyżka miałaby wynieść 2,5 proc. – Jeżeli rzeczywiście ma tak być, będzie to propozycja głęboko niesprawiedliwa, szkodliwa dla systemu edukacji, a przede wszystkim dla nauczycieli. To będzie propozycja całkowicie rozbieżna z deklaracjami rządzących – powiedział podczas konferencji prasowej prezes ZNP Sławomir Broniarz.
Jak wylicza związek, przy obecnych stawkach wynagrodzenia zasadniczego oznaczałoby to wzrost pensji o około 120–180 zł brutto miesięcznie. – To wynagrodzenie i nasze zarobki nie stanowią zachęty do podejmowania pracy w zawodzie – podkreślał Broniarz, przypominając wyniki badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Warszawski na zlecenie ZNP. Według nich wysokość wynagrodzeń jest jedną z głównych przyczyn odchodzenia nauczycieli z zawodu.
"Myślałam, że przecinek jest w złym miejscu"
Jeszcze ostrzej propozycję oceniła wiceprezes ZNP Urszula Woźniak. – Jak to zobaczyłam, to myślałam, że to nieporozumienie, przecinek w złym miejscu. 25 proc. to moglibyśmy rozmawiać – stwierdziła.
Związkowcy zwracają uwagę, że wynagrodzenia nauczycieli rosną znacznie wolniej niż przeciętne płace w gospodarce. Jak przypomniała Woźniak, przeciętne wynagrodzenie wzrosło z 8161 zł brutto w 2024 roku do 9562 zł brutto w pierwszym kwartale 2026 roku. To wzrost o około 1400 zł. W tym samym czasie wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela dyplomowanego wzrosło z 5915 zł do 6397 zł brutto, czyli o 482 zł. – To absurdalna propozycja, jeśli miałaby się utrzymać – oceniła.
Coraz większe rozgoryczenie
Przedstawiciele ZNP przekonują, że problemem nie są wyłącznie zarobki. Wskazują również na rosnącą liczbę obowiązków i coraz trudniejsze warunki pracy. – Polski nauczyciel jest dydaktykiem, to oczywiste, ale jest też wychowawcą, pielęgniarką, psychologiem, policjantem, mediatorem, terapeutą, jednoosobowym biurem podróży, organizatorem szczepień i innych przeglądów w szkole – wyliczała Urszula Woźniak. Związek przypomina także, że około 40 proc. nauczycieli po podwyżkach z 2024 roku weszło w drugi próg podatkowy. Jak tłumaczyła Woźniak, często jest to efekt konieczności realizowania godzin ponadwymiarowych i doraźnych zastępstw.
Niezadowolenie nauczycieli było widoczne już kilka miesięcy temu. W kwietniu związki zawodowe zapowiadały możliwość przeprowadzenia jesienią szerokiej akcji protestacyjnej wspólnie z oświatową "Solidarnością".